Corba_B napisał(a):
(...) Mówiąc "brutalny mastering" mam na myśli kompletny "placek" z dynamiki, wskaźniki nie ruszające się ani o jeden decybel od zera, czyli użycie silnej kompresji i maksymalizacji poziomu. Instrumenty które miały być tłem, pojawią się przynajmniej na trzecim lub nawet drugim planie. Spowodujesz w ten sposób zmianę pierwotnej koncepcji nagrania, a chyba nie o to chodzi. (...)
Nie siedzę w studio. Ocieram się o pewne konotacje, bywam tu i tam, raczej jako grający niż realizujący. Nie siedzę w terminologii, ponieważ to de facto nie moja branża. Natomiast z racji robienia swoich rzeczy, jestem zdany na jakąś tam formę konieczności miksowania swojej muzyki i zgłębiania pewnych informacji, dzięki którym mogę osiągać zadowalający mnie efekt końcowy. Pomaga mi to, że jestem ideologiem-pasjonatą. Mogę nie wiedzieć co czynię, ale czynię tak, że potem inni pytają czasem jakim cudem to zrobiłem. Odpowiadam zwykle, że zrobiłem to zgodnie z moimi wyobrażeniami, oczekiwaniami i natchnieniem, jakie towarzyszyło mi w danej chwili.
Istotną więc kwestią pozostaje dla mnie rozgraniczenie twórczości autorskiej, powstającej w obecnych czasach a czymś absolutnie innym, czyli grzebaniem w klasycznych utworach, celem uzdatnienia ich do bieżącego rozwoju brzmienia realizacji nagrań. Nie na darmo dzisiaj dźwięk jest w takim a nie innym punkcie. Uważam, że jest lepiej niż kiedykolwiek wcześniej i jeszcze lepiej już raczej nie będzie. Co nowe, winno brzmieć zgodnie z osiągnięciami realizacji dźwięku i próba odstąpienia od tego może wynikać albo z niewiedzy uzyskania światowego brzmienia (domena polskich produkcji), albo z totalnej ignorancji i źle pojętego skłaniania się ku awangardzie. Częściej jest to jednak wynikiem tego, że za sterami konsolet zasiadają nie entuzjaści-pasjonaci, ale ludzie dla których priorytetem jest prestiż samego zajęcia, tudzież chęć spoglądania z uzasadnioną duma na swój dyplom inżyniera dźwięku, etc. A z tym jest tak samo,jak z tworzeniem sztuki. Albo bozia dała, albo nie i koniec pieśni.
Tak więc współczesne produkcje odpowiadają mi w 100%. Nie mówię o przypadkach ekstremalnych (o których wspomniał Power). Bez jaj z przesterami czy dopiłowaniem wszystkiego na amen. Nie temu hołduję. Żywa muzyka brzmi potężnie. Aby "przekrzyczeć" brzmienie
nienagłośnionego tradycyjnego zestawu perkusyjnego, musiano wpiąć gitary do wzmacniaczy. Musiano puścić wokal na przody i odsłuchy, etc. Wszystko to razem powoduje, że muzyka w istocie (w rzeczywistości) brzmi potężnie, głośno i masywnie. We współczesnych realizacjach cenię sobie to, że w końcu pozwoliły one uchwycić i zarejestrować takie właśnie faktyczne, potężne brzmienie. Jestem zwolennikiem solidnego pierdolnięcia i uważam, że nawet unplugged można podać tak, że buty spadną. Tylko trzeba to słyszeć, czuć, rozumieć i na końcu potrafić to uzyskać. Tyle o współczesnych realizacjach.
O remasteringu staroci znacznie krócej. Piszesz o zmianie pierwotnej koncepcji, zachwianiu proporcji. Masz rację. Lecz pamiętajmy, że każda realizacja, to wynik subiektywnego postrzegania produkcji przez miksującego, zgrywającego i wreszcie masteringującego materiał. Zespół może nagrać ten sam materiał w 10ciu różnych miejscach i efekt będzie taki, że powstanie 10 różnych materiałów... Zakładam, że jeden, może dwa z nich będą w porządku. Będą nawet zajebiste. Ale reszta??? Co zrobić z tym fantem? Słucham tych wszystkich starych nagrań np. z lat 80tych i często słyszę, że kuleją np. proporcje. To wokal powinien być głośniej a trąbka za bardzo wali, to bębny jak z dupy, to przepiękny podkład klawiszowy ewidentnie za cicho... Istnieje ogrom klasycznych już nagrań, gdzie stwierdzenie złej realizacji, złego zmiksowania pozostaje kwestią oczywistą i nie ulegającą wątpliwości. A co jeśli realizator był nawalony i spaścił album bardzo znanego wykonawcy X, na którym nie można dobrze usłyszeć tego lub tamtego? Czy mając możliwość poprawy w trakcie ewentualnego remasteringu, nie naprostować brzmienia (w miarę możliwości) wobec pewnych czysto logicznych prawideł i doznań odsłuchowych? Nie widzę najmniejszego sensu czynienia z takiego incydentu świętej krowy. Przysłowiowy Kowalski nie wnika w szczegóły. Jak realizator źle zrealizuje świetną wokalistkę, to Kowalski stwierdzi tylko jedno. Kobitka nie umie śpiewać. Bo realizator może być zły, dobry i bardzo dobry i takie też są wyniki jego pracy. Dlatego właśnie potrzebny jest często agresywny remastering starych i nie tylko starych produkcji.
Ponieważ są źle zrealizowane Drodzy Państwo!